Chciałbym opowiedzieć Wam o wielkiej miłości mojego życia. Tak, ten wstęp może brzmieć nieco zbyt chwytliwie, do tego stopnia, że ktoś mógłby uznać, że biorę go pod włos, powodując już na początku emocjonalne zaciekawienie. Jednak to zupełnie nie jest żaden trik, ale autentyczna miłość, którą składa w moim sercu Bóg. W moim wieku można mieć już coś do powiedzenia, o ile nie zakrzyczy mnie córka. Ale jeśli jestem w stanie napisać ten tekst, oznacza to tylko i wyłącznie jedną rzecz – mój Ojciec w niebie uzdalnia mnie, abym oddał Jemu chwałę.

Bóg cię kocha i ma dla ciebie wspaniały plan. To początek kerygmatu, który wałkujemy wciąż na nowo i który przekazujemy od zawsze na początku każdej formacji, wszystkim naszym uczestnikom. Mimo to, często żyjemy tak, jakbyśmy wcale w to nie wierzyli. Być może jesteś teraz przed egzaminami maturalnymi, albo zastanawiasz się, którą drogą w życiu powinieneś pójść, być może przeżywasz wielki stres, a życie nie daje ci powodu do optymizmu. Chcielibyśmy gotowe rozwiązania, podane jak przez Google opracowane odpowiedzi. Czemu nie wystarcza nam myśl, że Bóg jest pełen miłości i ma dla nas wspaniałości tak wielkie, że nawet sobie tego nie wyobrażamy.

Już na początku dziejów zbawienia, Biblia daje nam przykład kogoś, kogo nazywamy ojcem wiary – Abrahama. Zostawił wszystko, co znał, bo usłyszał Boga, którego właściwie nie znał, ale przyjął jako swojego. Ruszając w nieznane, miał ufność, że Pan zabezpieczy jego los.

W swoim życiu miałem podobnie wiele razy. Przez długi czas stawiałem na swoje solidne wykształcenie, zostając doceniony na uczelni, prowadząc prężne koło naukowe, biorąc udział w prelekcjach w świecie nauki i biznesu. Osiągnąłem dobre wykształcenie, przez ciężką pracę i CV z mnóstwem staży i działalności, potwierdzających umiejętności, które mogłyby dać korzyść niejednej firmie. Jednak nie zabezpieczyło to mojej przyszłości, a przez prawie dwa lata nie mogłem znaleźć pracy, na którą zasługiwałem i która dawałaby bezpieczną sytuację. Jednocześnie chciałem oświadczyć się dziewczynie, która jest teraz moją żoną i matką córeczki. Pytałem więc Boga, gdzie jest ten wspaniały plan, gdzie jest Jego miłość, która pozwoliłaby mi na normalne funkcjonowanie.  Odpowiedzi słyszałem tylko – „czy mi ufasz, czy ufasz mojej miłości?”. Odpowiadałem zawsze: tak Panie, tylko się pospiesz. Ale wcale nie byłem spokojny w moim sercu, wpadałem w depresje, gdy okazało się, że wiara w edukacje i ciężką pracę mnie zawiodła. Mijały miesiące, a do mnie wracało pytanie Boga o wiarę i zaufanie. Im dłużej odpowiadałem, że naprawdę w to wierzę, tym bardziej moje serce dorastało do przekonania, że Bóg mnie kocha. Trzymając się jedynie tej myśli, podjąłem decyzję o oświadczynach, nie mając pojęcia czy dam mojej żonie to na, co zasługuje, czy będę w stanie ją utrzymać. Zgodziła się, a ja nadal wierzyłem, że z pomocą Boga, moje CV trafi w końcu we właściwe ręce. Przechodziłem kolejne rozmowy o pracę i nagle wszystko zaczęło się układać. Dziś mam bezpieczną sytuację, dając żonie i dziecku wszystko, czego potrzebują. Dwuletnia szkoła wiary zakończona praktycznym egzaminem, który Ojciec mój zaliczył mi na piątkę z plusem.

W trakcie tej historii, wracałem często do Księgi Jeremiasza, a zwłaszcza do jednego fragmentu - Jr 29,11-14: "Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was - wyrocznia Pana - zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was wysłucham. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie - wyrocznia Pana - <i odwrócę wasz los, zgromadzę spośród wszystkich narodów i z wszystkich miejsc, po których was rozproszyłem - wyrocznia Pana - i przyprowadzę was do miejsca, skąd was wygnałem>".

Jeśli mogę być dobrym ojcem dla własnego dziecka, to jest tak dlatego, że sam odebrałem lekcje od naszego Ojca w niebie. Pisząc jako rodzic, mam świadomość, że w miłości względem potomstwa, nie wyobrażam sobie, żeby córka musiała prosić mnie o to, żebym się nią zajął. Ona ma to w pakiecie, tak samo jak każdy z nas ma w pakiecie to, że Bóg kocha swoje dzieci bezgraniczną miłością.  Co więcej, On chce abyśmy dostawali życie, którego oczekujemy. Moja dzisiejsza sytuacja jest dużo lepsza niż ta, o którą się modliłem, prosząc o warunki do utrzymania rodziny, którą chcę założyć. Bóg działa hojnie, dając swoim synom i córkom wszystko, co najlepsze.

Czym więc są dzisiaj twoje zmartwienia i obawy? Bóg cię kocha, cała Ewangelia jest o Jego miłości. A ja staram się robić wszystko, żeby wejść w relacje z Nim jeszcze głębiej, a być może będę jedyną Ewangelią, którą ktoś odczyta.

Kolejne moje wpisy będą pojawiały się z częstotliwością co dwa tygodnie. W dalszych wpisach chciałbym zaprosić Ciebie do pochylenia się nad kolejnymi punktami kerygmatu i odkrywania Boga na nowo. Polecam się modlitwie!

Marek Juckiewicz

* Kerygmat to pierwsze głoszenie Dobrej Nowiny. W odniesieniu do katechezy kerygmat musi nastąpić najpierw, powinien poprzedzić katechezę. Inaczej katecheza nie ma sensu.

Można powiedzieć, że kerygmat jest sercem przepowiadania w Szkole Nowej Ewangelizacji.  Głoszenie kerygmatu - w swej istocie - to przepowiadanie osoby Jezusa Chrystusa jako Jedynego Zbawiciela i Pana. Pierwsze głszenie ma jeden cel: budzić wiarę w Chrystusa, który daje nowe życie.

Nowa Ewangelizacja ma za zadanie również budzenie wiary, wiary którą już otrzymaliśmy w czasie chrztu świętego. Dziś wielu chrześcijan w Europie i na całym świecie nie potrzebuje suchej doktryny, rytuałów, nakazów, ale potrzebuje powrotu do życia w Bogu, potrzebuje poznania Boga, Który jest Miłością i Który jest blisko, jest Emmanuelem czyli Bogiem z nami.

Dlatego potrzeba dziś głoszenia Chrystusa żyjącego również dzisiaj, żyjącego i przemieniającego życie konkretnych osób. Takie przedstawienie Chrystusa ma doprowadzić przyjmującego Dobrą Nowinę do otwarcia serca na osobę Zbawiciela i Pana, Którym jest Chrystus Pan.

Źródło: http://www.snegdansk.pl/kerygmat-11655