Podobno w sztuce dziennikarskiej funkcjonuje zasada mówiąca o tym, że dobry artykuł powinien zawierać dwie sensacyjne, prowokujące, zaskakujące informacje. Te bardziej „elektryzującą” zostawia się na koniec, niczym w thrillerach Hitchcocka. Sugerując się tą zasadą, zacznę w ten sposób: mamy problem z Duchem Świętym.

„Serce człowieka jest niezgłębione” (Ps 64,7). To głębia, którą zna tylko Bóg, bowiem „Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego” (1 Kor 2,10). Sami nie znamy własnego serca i nie potrafimy bez pomocy Ducha Świętego dotrzeć do jego najgłębszych i najskrytszych zakamarków.

Oaza wakacyjna to szczególny czas, w którym mamy doskonałe warunki do tego, by otworzyć drzwi serca na działanie Bożego Ducha. Jest to bowiem czas trwania we wspólnocie, na Eucharystii, na modlitwie i w nauce Kościoła, czyli sytuacja bardzo zbliżona do tej, o której dowiadujemy się z Dziejów Apostolskich (2,42). Szczególnym momentem oazy wakacyjnej jest jej 13 dzień, w którym wspominamy Zesłanie Ducha Świętego. Ale czy tylko wspominamy? Nie. Jest to dzień, w którym prosimy, by Duch Święty zstąpił na nas, tak jak na Apostołów w Wieczerniku. W seminarium przez pewien czas pełniłem funkcje lidera Odnowy w Duchu Świętym. W związku z tym zazwyczaj na piątkowej kolacji zapraszałem braci na spotkanie modlitewne. Przy tej okazji  dochodziło do zabawnych sytuacji, gdy ktoś mówił (zapewne z życzliwością): „…a będziecie dzisiaj latać?”, „uważajcie na linie wysokiego napięcia”, „nie zapomnij zabrać kasku”.

Wielu krytyków Odnowy w Duchu Świętym zarzuca ludziom tego ruchu, że zbytnią uwagę przywiązują do emocjonalnego przeżycia spotkania modlitewnego. Przypuszczam, że podobne reakcje mogą budzić się w wielu z nas, kiedy zaczynamy doświadczać Bożego Ducha. Dlaczego? Ponieważ zdarza się, że Duch Święty porusza nas także przez emocje. Emocjonalizm według słownika języka polskiego to „uznawanie uczuć za motywy wszelkich działań”, „kierowanie się emocjami”. Taka postawa, którą można niekiedy zauważyć u uczestników oaz czy ludzi dojrzewających, zmusza nas, by nie przechodzić obok niej obojętnie. Emocje są integralną i nieodłączną częścią naszego życia. Dlatego nie można być wobec nich obojętnym, wypierać ich czy ignorować. Nie można też uczynić z nich jedynych życiowych drogowskazów. Należy się im przyglądać, nazywać je i rozsądzać rozumem, czy za nimi podążać. Mogą one pomóc nam przełamywać swoje lęki i ograniczenia, lecz mogą również sprowadzić nas na manowce.

Wróćmy teraz do sytuacji i z Wieczernika. „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im tez języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy wiec powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami?» – mówili pełni zdumienia i podziwu. «Jakżeż wiec każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azj i, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które lezą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże». Zdumiewali się wszyscy i nie wiedzieli, co myśleć: «Co to ma znaczyć?» – mówili jeden do drugiego. «Upili się młodym winem» – drwili inni”.

Zesłanie Ducha Świętego w przedziwny sposób przemieniło serca zebranych w Wieczerniku osób. Zamknięci i prawdopodobnie zalęknieni uczniowie zaczęli w jakiś przedziwny sposób głosić „wielkie dzieła Boże”. To „wyjście” z Wieczernika wprawiło przybyłych do Jerozolimy pielgrzymów w zdumienie i podziw. Nie potrafili pojąć, jak to możliwe, że „Galilejczycy” w jakiś przedziwny sposób głoszą dzieła Boże w obcych sobie językach. Niektórzy drwiąco stwierdzili, że uczniowie najwyraźniej są pijani. Przyznam, że ilekroć czytam ten fragment dziejów, staram się wyobrazić sobie, jak to musiało wyglądać, skoro spowodowało, ze Żydzi zbiegli się tłumnie i wywarło to na nich tak ogromne wrażenie. Co więcej , po tym wydarzeniu i przemowie Piotra, chrzest przyjęło „około trzech tysięcy dusz” (Dz 2,41). „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,19-20). To zapewnienie Jezusa powinno nam towarzyszyć nie tylko gdy będziemy przeżywać rekolekcje, a zwłaszcza dzień Zesłania Ducha Świętego, lecz w trakcie całego roku formacyjnego. Nie możemy ograniczać Bożego działania do jednego dnia. Bóg chce być w naszym życiu 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu. O Ducha Świętego możemy prosić codziennie. Nasz ojciec duchowny opowiedział nam kiedyś o tym, jak jadąc na rekolekcje kapłańskie, prowadzone przez słynnego charyzmatyka o. Raniero Cantalamesse OFMcap, nastawiał się na tzw. „fajerwerki” („Oj ! Będzie się działo! ”). Tymczasem gdy o. Raniero rozpoczął modlitwę, po trwającym kilka minut przyzywaniu Ducha Świętego, zakończył ja i powiedział: „Duch Święty przyszedł. Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…”. „Jak to? Już?” – pomyśleli z pewnością niektórzy. Tak. Bo to nie od długości naszego wołania zależy przyjście Ducha! Mamy problem z Duchem Świętym. Bo gdy przychodzi i porusza nas przez emocje, zaczynamy wątpić, czy to rzeczywiście ON. I gdy nic nie czujemy, wątpimy, czy w ogóle przyszedł. Warto prosić uczestników, by schowali do kieszeni swoje własne oczekiwania, a zdali się na Ducha, który „przenika głębokości Boga samego” (1 Kor 2,10). On wie naj lepiej, czego nam potrzeba. Może poruszyć serce poprzez poczucie radości czy euforii, lecz możne także pobudzić nas do płaczu. Może też doświadczyć nas ciemnością i cisza pustyni. „Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” (J 3,8).

ks. Łukasz Żołubak

Betfage 4 (86) Rok XVII: 2014