Przyszedł czas na ostatni artykuł z cyklu o kerygmacie. Tematem, nad którym dziś się pochylimy, jest wspólnotą. Przez ostatni rok wraz z żoną odczuwaliśmy ogromny brak wspólnoty i tego domowego niemalże wsparcia od ludzi z podobną sytuacja i podobnymi wartościami. Dlatego oczywiste było dla nas, że musimy pojawić się w Rokitnie, aby spotkać się w gronie oazy. Ku naszej radości największą furorę robiła nasza półroczna córeczka. Z dużą satysfakcja oglądałem, jak moje dzieci duchowe (bo tak zwykłem myśleć o osobach, które miałem zaszczyt formować) pomagają w opiece nad moim dzieckiem biologicznym. Klara zupełnie nie była marudna, nie utrudniała spotkań organizacyjnych czy modlitewnych, dzielnie uczestniczyła we wszystkich punktach dni skupienia. Wiele osób pytało mnie, jak to możliwe, że tak małe dziecko tak dobrze znosi ten czas. Gdy myślę o wspólnocie, myślę o Klarze. Chcę powiedzieć Tobie, że możesz być jak ona.

Jest bardzo pogodna i cierpliwa, bo wie, że rodzice zrobią wszystko, czego tylko będzie potrzebowała. Drzemała więc sobie na mamie bądź na mnie, albo oglądała z zachwytem twarze pozostałych. Za każdym razem, gdy staję w obecności Boga, to On bierze mnie na swoje ręce. Dla Niego wszyscy jesteśmy dziećmi. A gdy spotykamy się razem w jednej wspólnocie, On w sposób szczególny otacza nas swoją opieką.

Dzięki doświadczeniu mojej córki dotykam odrobiny tego, jak traktuje mnie mój Ojciec w niebie. Odrobiny, bo moja zdolność do bycia tatą jest bardzo ograniczona w porównaniu z tym, co proponuje nam Jezus.

Św. Paweł naucza nas, że możemy wołać do Boga: „Tatusiu”. Otrzymaliśmy ducha przybrania za synów. Jesteśmy dziećmi i dziedzicami Nieba. (Rz 8,14-17) Stając w modlitwie, wołając do Pana „Przyjdź Królestwo Twoje”, tak naprawdę modlimy się o nasze królestwo. Czy masz odwagę, żeby stanąć przed Ojcem i zostać obdarowanym? Jako wspólnota jednocząca się we wspólnych posługach, w całej mnogości otrzymanych darów, możemy doświadczyć, jak wielką troską zostaliśmy otoczeni.

I może nawet nasze doświadczenia wspólnoty nie są najlepsze. Może jest ona źródłem twoich rozczarowań czy smutku. Sam widzę, jak wiele nam brakuje. Na refektarzu, gdy nie umiemy podać drugiemu herbaty, w korytarz, gdzie matka sama musi sobie radzić z wózkiem, w braku wrażliwości, gdy chodzi o wspólne przestrzenie. Ale w tym wszystkim Jezus walczy każdego dnia, aby Jego dzieci – Jego Kościół – stawał się nieskalany.

Właśnie w taką wspólnotę wierzę i do takiego ruchu należę. Wiele razy dyskutowałem o tym, że powinno być tak albo tak. Ale Bóg dotyka istoty tego, kim jesteśmy w Jego oczach. Ludem zebranym przez Niego i dla Niego. Grzeszną i świętą wspólnotą przez to, że On sam nas wywyższył. W takiej wspólnocie przeżywam swoje smutki, radości, dorastam, pomagam dorastać, czy nawet pozwalam, aby czerpali z małej Klary.

Marek Juckiewicz