Młodzi w Kościele. Takie hasło obrał Ruch na obecny rok. Mimo, że do oficjalnego wprowadzenia go w życie potrzeba jeszcze nieco czasu, jednak warto zająć się tym tematem bliżej na kilka miesięcy przed Zesłaniem Ducha Świętego. Czy dzisiaj mamy młodych w Kościele? Nie, a przynajmniej niewielu. Gdzie zatem są, co robią, gdzie się ukrywają? Młodzi XXI wieku, to chyba będzie adekwatne słowo, naprawdę ukrywają się w swoich domach przed monitorami lub ekranami smartfonów. Ukrywają się bo się czegoś boją? Nie. Po prostu nie mają w sobie miłości.
„Tylko prawdziwa miłość potrafi zaspokoić głód człowieka i tylko w takiej atmosferze człowiek może się rozwijać i być szczęśliwy” – to słowa Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Aktualne kilkadziesiąt lat temu i aktualne dzisiaj. Młodzi nie mają w sobie miłości, dlatego nie rozwijają się społecznie, nie potrafią dzielić się swoimi talentami, nie potrafią przegrywać. Nikt ich nie nauczył jak radzić sobie z emocjami, jak wybierać dobro. Młodzież cierpi na chroniczny brak miłości od swoich rodziców, bliskich i przyjaciół i dlatego właśnie ciężko jest ich spotkać na zewnątrz – w realnym świecie – ponieważ tu toczy się prawdziwa walka o przetrwanie, walka, na którą nie są gotowi. Przed komputerem zaś każdy głupi może wygrać. Każdy jest równy, każdy może coś napisać czy opublikować. W rzeczywistości realnej liczy się coś innego niż lajki na Facebooku i liczba subskrypcji na swoich kanałach.
Obecna młodzież, podobnie zresztą jak ich pokoleniowi poprzednicy, bardzo często charakteryzuje się słomianym zapałem. Łatwo jest to zaobserwować po tym, że w szkołach praktycznie zniknęły osoby grające na jakimś innym instrumencie niż flet. Gitara czy pianino są zbyt wymagające – efektów nie widać od razu, a zatem po co właściwie zaczynać? Nawet jeżeli młodzi zaczną robić coś dobrego, to nieustannie potrzebują nowych bodźców. Podobnie zresztą jest i w Kościele. Nie wystarczy im to, że przyjdą na Oazę jeden raz w tygodniu i będą robić to samo – potrzebują nowych emocji, nowych zadań, nowych wrażeń, a nade wszystko potrzebują poczuć się odpowiedzialnie. Po prostu potrzebują być potrzebni. Przeczytaj artykuł-świadectwo Dominika na ten temat.
Sytuacja młodych w rodzinach jest alarmująca. Jeżdżąc od kilkunastu lat najpierw na swoje rekolekcje, teraz prowadząc je dla innych, dostrzegam pustkę rodzinną w tak wielu nastolatkach. Czują się niezwykle osamotnieni. W domu nie mają z kim porozmawiać, ponieważ ich rodzice pracują od świtu do nocy – dawniej nawet jeżeli z rodzicami się nie rozmawiało zbyt wiele, to przynajmniej byli obecni w domu. Są pozostawieni sami sobie i dlatego pojawiają się u nich uzależnienia czy to od papierosów, alkoholu czy też od pornografii i masturbacji. Młodzi nie mają gdzie skanałować swoich emocji, nie potrafią przegrywać ponieważ nikt ich tego nie nauczył. Nie widzą swoich rodziców, a nawet jeśli ich opiekunowie są w domu, to nie czują z nimi żadnej więzi, ponieważ oprócz krwi nic ich z nimi nie łączy – nie wyjeżdżają wspólnie, nie jedzą razem posiłków, nie dzielą się swoimi problemami i radościami. Są dla siebie obcy.
Młodzi w Kościele to grupa najbardziej wymagająca. Ich nie da się przekupić czczą gadaniną, laniem wody – szukają konkretów, ale zanim zaczną szukać muszą choćby na chwilę oderwać się od magicznego smartfona, w którym znaleźć mogą wszystko, czego chcą. Jak tego dokonać? Czy jest jakiś złoty środek, szczepionka na tę pandemię anonimowości w sieci, a zarazem niewidzialności w świecie realnym? Spotkanie. Nie w sieci, ale w realu. To w realu można odkryć miłość u innych i zapragnąć jej tak mocno, aby szukać jej do końca życia i dzielić się nią z innymi. Pan Jezus spotykał się z ludźmi. Chciał widzieć się osobiście ze swoimi rozmówcami, z tymi, którzy prosili Go o pomoc. W całym Piśmie świętym możemy dostrzec Boga, który nieustannie wychodzi na spotkanie człowiekowi (Noe, Abraham, Mojżesz, Daniel etc.). Nie patrzy na to, że człowiek kolejny raz Go odrzuca, ale cały czas wychodzi mu naprzeciw (Naród Wybrany, Jonasz Dawid etc.). Cały czas wygląda jego powrotu (por. Łk 15, 20b).
To właśnie brak miłości bardzo często powoduje wiele porażek w Kościele. Jak mawiał ks. Franciszek Blachnicki: „Tylko w dawaniu można przyjąć dar oddania się osoby, czyli miłość osoby”. Musimy być nastawieni na nieustanne dawanie, niczym strumień górski, przy którym ktoś umieścił tabliczkę: „Proste jest moje zadanie – dawanie, tylko dawanie”.
ks. Dawid Siwak