Ruch Światło-Życie Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej

Z księdzem Jakubem Świątkiem, neoprezbiterem, aktualnie posługującym na swojej pierwszej parafii w Zbąszynku, w Ruchu Światło-Życie związanym z Diakonią Formacji Diakonii rozmawia Barbara Stadler.

ks j swiatek rekonstrukcjaJak to się zaczęło, jak ksiądz trafił na Oazę?

Po czuwaniu fatimskim, na które zabrał mnie mój proboszcz, gdy jechaliśmy autem nagle olśniło księdza, że mogę przyjść na Oazę w parafii. Zgodziłem się dosyć niechętnie, ale potem zauważyłem, że tam przychodzi taka ładna dziewczyna i jakoś nabrałem motywacji. No i zostałem na dłużej.

Czy Ruch miał wpływ na rozeznanie powołania?

Inaczej być nie mogło. Nie było to jakieś wielkie olśnienie na którymś stopniu, ale proces. Jakieś pojedyncze rozmowy z animatorami. Dużo też dawała mi obserwacja postaw księży moderatorów, każdy na swój sposób zafascynował mnie kapłaństwem w innym aspekcie.

Jest ksiądz mocno zaangażowany w Ruch Światło-Życie, w tym roku prowadził ksiądz dwie Oazy wakacyjne. Proszę mi powiedzieć, czy zawsze to tak wyglądało. Czy od kiedy zaczął ksiądz chodzić na spotkania Oazowe w księdza sercu był Ruch?

Gdzieś tam w sercu był zawsze, bo czułem się w tej wspólnocie dobrze. Wiedziałem, że ta wspólnota jest jakoś wpisana w moje życie. Ale jednak tak konkretnie, Ruch stał się dla mnie na nowo ważny i to w pełni, gdy pojechałem posługiwać jako kleryk na ONŻ I stopnia. I tam jedna z animatorek pytała mnie o zaangażowanie w Oazie. Po chwili rozmowy zapytała również o KWC. Powiedziałem, że miałem dwa razy kandydacką, a obecnie od dwóch lat jestem bez. Skwitowała to jednym zdaniem "A to bawisz się w Oazę". No właśnie bawiłem się... to było sedno. Oaza jeszcze nie byłą częścią mnie. Potem chodziłem z tym i oddałem to Bogu. Na tej Oazie wakacyjnej po raz pierwszy Ruch już nie miał jakiegoś tam miejsca w moim sercu, ale starałem się, żeby stał się czymś, co to serce będzie prowadziło. W końcu Oaza daje konkretną szkołę duchowości. Jest w niej to wszystko, co jest potrzebne chrześcijaninowi. I od tamtej pory moja droga z Ruchem złączyła się na dobre.

Wielu uczestników tegorocznych jedynek i dwójek, dzieli się tym, że najtrudniejszy jest dla nich regularny Namiot Spotkania. Jak u księdza to wyglądało, czy ma ksiądz dla nich jakąś radę?

Namiot Spotkania i dla mnie nie był czymś łatwym. Po mojej własnej jedynce i dwójce byłem raczej w zachwycie pooazowym, który później stygł. Po trzecim stopniu, problemu już nie było, wstąpiłem do seminarium i miałem codzienną medytację. Ale później na praktykach i teraz, odkrywam go na nowo. Zawsze staram się rano poświęcić na Namiot 10-15 minut, ale to nie koniec. Wracam do tego fragmentu zawsze w ciągu dnia i za każdym razem odkrywam coś nowego. Bardzo pomogło mi w odkryciu Namiotu, przeczytanie książeczki Namiot Spotkania, z serii Szkoła Modlitwy. Wtedy na serio go zrozumiałem.

Jakim człowiekiem, powinien być animator?

Kiedyś dostałem list zaadresowany "kl. Jakub Świątek, Animator Radości i Miłości". Chyba to jest sedno.

Czego młody człowiek może nauczyć się na Oazie?

Może stać się dojrzałym chrześcijaninem, jeśli tylko naprawdę tego pragnie i nie bawi się, a wchodzi w nią całym sercem.

Każdy z nas ma dużo zabawnych historii z Oaz wakacyjnych. Przytoczy ksiądz choć jedną? Mogą być dwie.

Nie wiem, czy nie dostanę za to potem po głowie, ale co tam. Będąc w Tylmanowej na Oazie, już drugi raz z moim przyjacielem dk. Dariuszem Korolikiem jako posługujący, zawarliśmy pakt, że nie będziemy sobie dogryzać przy uczestnikach. Niestety poległem... Pewnego dnia wchodziliśmy na Błyszcz, żar lał się z nieba. No i mój przyjaciel dochodząc do pewnego pułapu wyglądał już marnie i ciężko oddychał. A mi w tym czasie zachciało się żartów, wiec z dedykacją specjalnie dla niego i w jego stronę zacząłem recytować "Stoi na stacji lokomotywa. Ciężka, ogromna i pot z niej spływa". Darek przyjął to mężnie, powiedział, że policzymy się w pokoju. Ale mi było mało! Kiedy obrócił się zauważyłem na jego plecach, dwie ogromne mokre plamy i pośrodku suchą "ścieżkę". Zebrałem dużą część uczestników i poprosiłem go, żeby się odwrócił. "Uwaga proszę państwa. Drugi stopień to zagłębianie się w Księgę Wyjścia. A teraz na plecach kl. Darka możemy zobaczyć ścieżkę, którą Izraelici przekroczyli Morze Czerwone". Do dzisiaj nie wiem skąd i kiedy Darek wziął kija, którym dostałem po plecach.

Podobno ksiądz za młodu brał udział w grupie o nazwie Drużyna Wojów Chramu Swaroga z Ziemi Dziadoszan. Przyznam się, że jak dowiedziałam się o tym, wywołało to we mnie radość. Może ksiądz coś o tej drużynie opowiedzieć?

Była to drużyna rekonstrukcji historycznej. Zajmowaliśmy się odtwarzaniem historii wczesnych wieków państwowości Polski. Nie ma tu nic do śmiania się - to było poważne. Wiele mi to dało, szczególnie w kwestii samodzielności i odpowiedzialności, a do tego rozrywki. Cały czas brakuje mi 3-dniowych manewrów w środku lasu, bez komunikacji ze światem, mając tylko półprodukty, które trzeba przygotować. Albo pokazy w których walczyłem...

W czasie trwania formacji w seminarium, był ksiądz członkiem Teatru Zdumienie. Jak gra w teatrze wpłynęła na księdza i jak to można przełożyć w życiu codziennym w pracy z ludźmi na parafii?

Nie mam problemu z wystąpieniami przed ludźmi, żadnej tremy. Ale też teatr nauczył mnie współpracy w dużej grupie, która ma jakiś konkretny cel.

Czy ma ksiądz jakieś marzenie do zrealizowania?

Aktualnie, to wyspać się. A z takich bardziej prywatnych, to żeby ktoś kiedyś, wspominając ks. Jakuba Świątka, za wiele lat, powiedział, że to był ksiądz z powołania.

Jak ksiądz odpoczywa i czy ma ksiądz jakąś pasję?

Dobry film i książka. Lubię też po prostu pojeździć autem, najlepiej mi się wtedy myśli i odpoczywa.